Artykuły
Data dodania: 24 marca 2020
Edward Wieczorek

Hajda na koń! czyli kawaleria wielkanocna


Kawalkady wielkanocne

Najstarsi mieszkańcy nie pamiętają, od kiedy w Poniedziałek Wielkanocny odbywają się konne objazdy pól. Ponoć jest to zwyczaj jeszcze pogański, który rozprzestrzenił się w średniowieczu na Górnym Śląsku, a dziś jest kultywowany w zaledwie kilku miejscowościach powiatu raciborskiego i gliwickiego. Na pewno tradycja ta nie zrodziła się nagle w ustalonej formie, ale podobnie, jak inne zwyczaje ludowe, kształtowała się i zmieniała przez dziesiątki, a może nawet setki lat.
Na obszarze Śląska różne są nazwy konnych procesji (m.in. Saatreiten, Kornreiten, Georgritt), zaś na ziemi raciborskiej określano je nazwą Emaus lub Wielkanocna. Jej celem było szukanie Jezusa Zmartwychwstałego oraz błogosławieństwo pól w danej wsi (to drugie często polegało także na pieszej procesji i zatykaniu na krańcach pól krzyżyków, zrobionych ze skrzyżowanych gałązek palemek (bazi), poświęconych w Palmową Niedzielę).

Konne „Misteria”

Wielkie nasilenie procesji konnych datuje się na przełom XVII i XVIII wieku, choć już w XVII w. zaczęły się zakazy ich organizowania ze względu na hazard (wyścigi konne), jaki przy okazji uprawiano.


Procesja Wielkanocna przy kościele Świętego Krzyża w Pietrowicach Wielkich na pocztówce z 1929 r., foto Archiwum Zamek Piastowski w Raciborzu

Wśród kilku kultywowanych procesji, największą popularnością (by nie rzec sławą) cieszy się procesja konna w Pietrowicach Wielkich pod Raciborzem. Popularność zyskała dzięki książce Adama Bujaka „Misteria” i odcinkowi serialu dokumentalnego pod tym samym tytułem.
Nie da się ustalić jej początków z powodu braku jakichkolwiek źródeł na ten temat, jednak procesja jest tak głęboko zakorzeniona w tradycji tutejszej ludności, że mówi się o niej, że „tak było od zawsze”.
Procesje organizowała parafia, ale w czasach hitlerowskich proboszcz nie otrzymałby pozwolenia na procesję (a było ono wtedy konieczne), organizacją procesji zajął się wójt wraz z osobami świeckimi. I chyba dzięki temu ta procesja mogła trwać nieprzerwanie i przetrwała do dziś. (dziś również wójt i władze gminne angażują się w organizację procesji, co – jak się okazuje – nie jest niczym nowym).

Współczesna procesja konna w Poniedziałek Wielkanocny w Pietrowicach Wielkich, foto Archiwum Zamek Piastowski w Raciborzu

Szukanie Zmartwychwstałego (Pietrowice Wielkie)

Procesja konna odbywająca się w Pietrowicach Wielkich (w Poniedziałek Wielkanocny) zawsze była związana z Wielkanocą, stąd jej lokalna nazwa Procesja Wielkanocna lub Emaus. Nazwę Emaus podobno przejęto od Morawian, których tu na pograniczu raciborsko-opawskim nie brakowało (do dziś w muzealnych gablotach lub szufladach komód miejscowa ludność przechowuje modlitewniki drukowane gotykiem w języku morawskim).
W tradycji morawskiej procesje wielkanocne odbywały się nie tylko konno, ale również pieszo. Z jednej strony to religijna pamiątka szukania Chrystusa (podobnie jak apostołowie odnaleźli Chrystusa w drodze do Emaus); z drugiej – to trochę magiczna forma zapewnienia polom urodzaju w nadchodzącym sezonie, co podkreśla nabożeństwo w kościele odpustowym Św. Krzyża, modlitwy w czasie drogi i sam objazd pól.

 

Pietrowice Wielkie kościół parafialny sw. Wita, Modesta i Krescencji - miejsce rozpoczęcia procesji wielkanocnej, foto Edward Wieczorek

i kościół odpustowy Św. Krzyża - cel wielkanocnych procesji konnych, foto Edward Wieczorek

Procesja rozpoczyna się w Poniedziałek Wielkanocny o 13.00 pod piotrowickim kościołem św. Wita, Modesta i Krescencji w Pietrowicach Wielkich. Na wypucowanych na tę okazję koniach (często zwykłych, pociągowych) mężczyźni (ostatnio także amazonki) z krzyżem, figurą Chrystusa Zmartwychwstałego i orkiestrą, udają się do drewnianego kościółka odpustowego Świętego Krzyża na pograniczu Pietrowic Wielkich i Gródczanek). Część z nich jedzie w bryczkach.

Pietrowice Wielkie procesja wielkanocna, foto Archiwum Zamek Piastowski w Raciborzu

Na procesji w Pietrowicach Wielkich pojawiła się też płeć piękna, foto Archiwum Zamek Piastowski w Raciborzu

Procesji, która gromadzi kilkudziesięciu jeźdźców, od wielu lat przewodzi proboszcz na koniu. Po dojeździe z Pietrowic do kościółka Świętego Krzyża ma miejsce msza o urodzaj, a po niej następuje objazd piotrowickich pól. W trakcie powrotu, na ostatnim odcinku odbywa się paradny przejazd (kiedyś był to wyścig). Jeźdźcy dwójkami w galopie lub kłusem dojeżdżają do wioski, gdzie czekają licznie zebrani mieszkańcy oraz goście. To jest najbardziej widowiskowa część procesji. Kiedy wszyscy dojadą, procesja formuje się na nowo i wraca do parafialnego kościoła na nabożeństwo z błogosławieństwem sakramentalnym. Od kilkunastu lat po mszy odbywa się festyn ludowy.

Nie tylko Pietrowice Wielkie

Podobne procesje odbywają się również w innych miejscowościach powiatu raciborskiego: w dzielnicy Raciborza Sudole, w Bieńkowicach (gmina Krzyżanowice) i w Zawadzie Książęcej (gmina Nędza)  Podobnie jest też w gliwickiej dzielnicy Ostropa. Wszystkie zaczynają się w Poniedziałek Wielkanocny o 13.00, więc zainteresowani obejrzeniem tego misterium muszą się zdecydować, którą wybrać?

Procesja wielkanocna w Raciborzu - Sudole, foto Archiwum Zamek Piastowski w Raciborzu

i w Bieńkowicach, foto Archiwum Zamek Piastowski w Raciborzu

Błogosławieństwo pól w czasie procesji wielkanocnej w Raciborzu - Sudole, foto Archiwum Zamek Piastowski w Raciborzu

Procesja pacholcza (Syrynia)

Tradycja tzw. procesji pacholczych w Syryni (gmina Lubomia w powiecie wodzisławskim) liczy sobie już prawie 350 lat. Początkowo procesje były podziękowaniem ocalałych młodzieńców i panien za uratowanie od zarazy panującej na ziemi raciborskiej w XVII w. Od tego czasu przyrzeczenia dochowała tylko młodzież syryńska. Procesje zaczynają się w Poniedziałek Wielkanocny i trwają przez 6 tygodni do niedzieli Zielonych Świątek. Przez ten okres co niedziela od godz. 13.00 syryńscy młodzieńcy i panny peregrynują w procesji od kościoła do krzyży przydrożnych i kapliczek na terenie parafii. Wybrany każdego roku przewodniczący (wójt) ustala trasy procesji. Sam jej przebieg wygląda zawsze tak samo: najpierw zebranie się w kościele, odśpiewanie hymnu Obróć serce Jezusowi, procesyjne udanie się do krzyży przydrożnych, gdzie następuje modlitwa i czytanie uprzednio wybranych fragmentów Pisma Świętego, po czym powrót do kościoła i modlitwa.
Z procesjami wiąże się także tradycja, tzw. kompaników: w noc niedzieli wielkanocnej młodzież parafii zbiera się w salce parafialnej, by o godzinie 22 wyruszyć do domów na terenie parafii i kwestować na potrzeby procesji pacholczej. Wiąże się to z budzeniem mieszkańców, lecz znaczna większość nie ma nic przeciw, gdyż w latach swej młodości sama brała udział takiej kweście i takich procesjach. Zebrane pieniądze są przeważnie przeznaczane na remont przydrożnych krzyży i kapliczek..

Procesja pacholcza w Syryni, foto Jemy https://silesia.edu.pl

Turki u Bożego Grobu (Koziegłówki)

„Turki” to wielkanocny zwyczaj ludowy związany ze strażą przy grobie Pańskim, kultywowany głównie w Wielkopolsce i na Podkarpaciu (najbardziej popularne „turki” stoją w Pruchniku, Woli Rzeczyckiej, Tryńczy, Radomyślu, Leżajsku). Treść religijna tradycji wydaje się być zrozumiała: strażnicy na polecenie Piłata strzegli w Jerozolimie grobu Jezusa. Zwyczaj ten związany jest z dawnymi misteriami okresu Świąt Wielkanocnych. Być może stanowi też reminiscencję średniowiecznych widowisk pasyjnych, które przetrwały do XVIII w. Ale skąd „Turki”?
Wyjaśnieniem może być kilka teorii. Pierwsza mówi o tym, że przy grobie Chrystusa na polecenie Piłata straż pełnili legioniści rzymscy, a więc poganie, żaś w tradycji polskiej synonimem poganina byli Turcy – stąd „turki”. Kolejna teoria mówi o tym, że żołnierze Jana III Sobieskiego wracający spod Wiednia wieźli ze sobą liczne wojenne łupy i w okresie Wielkanocy znaleźli się w okolicy miasteczka Radomyśla, gdzie przebrani w tureckie stroje zaciągnęli straż przy Bożym grobie w miejscowym kościele.
Z czasem tradycja „przebierańcó”w rozprzestrzeniła się także poza Radomyśl i Podkarpacie. Współcześnie taką straż najczęściej pełnią umundurowani druhowie z Ochotniczych Straży Pożarnych.

Koziegłówki kościół św. Antoniego, foto Edward Wieczorek

Pewne jest natomiast, że w Koziegłówkach (w powiecie myszkowskim, w woj. śląskim) „turki„ rozpoczynają swoją wartę w Wielki Piątek, kiedy kapłan przenosi Najświętszy Sakrament do Grobu. Wtedy też podążają w ślad za nim, by pełnić wartę i strzec grobu na zmianę. Służba przebranych chłopców kończy się dopiero w Wielkanocną Niedzielę rano. Wtedy też ksiądz oznajmia dobrą nowinę o zmartwychwstaniu pańskim, co powoduje, że wszystkie ”turki” padają na posadzkę kościoła jakby rażone piorunem.

„Turki” na straży Bożego grobu w Koziegłówkach, foto Marian Kotarski (2005 r.)

„Turki„ to młodzi chłopcy, którzy obierają się w barwne stroje, zakładają maski, peruki, wkładają swetry z kolorowymi frędzlami i wysokie czapki. Każdy z nich posiada także pikę oraz tarczę. Najważniejszą postacią jest tutaj „marszałek”, którego można uznać za ich dowódcę. Na jego ubranie składa się: rzymski hełm, mundur wojskowy, szabla. Przewodzi on „turkom” i dokonuje zmiany warty przy Grobie Pańskim.
„Turki” wraz z innymi wiernymi uczestniczą w procesji rezurekcyjnej, natomiast w czasie zbierania datków przez kapłana mają oni obowiązek straszyć zebranych, by ich ofiary były bardziej szczodre. Najciekawszym elementem tradycji jest straszenie młodych dziewcząt stanu wolnego (nie wiem, skąd oni to wiedzą, że są stanu wolnego), które „Turki” starają się trafić dzidami delikatnie w stopy.

„Turki” w Koziegłówkach, foto Marian Kotarski (2005 r.)

Drapanie jajec

Nie będę tu wspominał o powszechnych zwyczajach wielkanocnych i około wielkanocnych: święceniu palm w Niedzielę Palmową, drapaniu lub malowaniu jajek (Andrzej Mleczko narysował nawet dwóch czarnoskórych dżentelmenów z kolczykami w wargach, z których jeden do drugiego mówi: nie uwierzysz, ale za Wielką Wodą żyje lud, który maluje jajca), święceniu potraw, odwiedzinach Bożych Grobów. Więcej o tym:
https://slaskie.travel/pl-PL/Artykuly/Pokaz/409809/tradycje-wielkanocne-w-slaskim

Tradycyjne drapane śląskie "kroszonki", foto Edward Wieczorek

**

Pisałem ten tekst z myślą o tym, byście drodzy Czytelnicy odwiedzili te miejsca, pofotografowali je, zajrzeli do innych atrakcji w okolicy. Ale los splatał nam figla. Przykrego. Żyjemy w czasie epidemii. Zawieszone są nabożeństwa, ruchliwość przestrzenna. Jednym słowem: koronowirus. Może więc wirtualnie weźmiecie udział w owych zwyczajach około wielkanocnych, które w „realu” i tak może się nie odbędą. Za rok, w lepszych czasach, przypomnę Wam ten artykuł. Może wówczas będzie aktualny.

 


Wirtualne spacery
Wyszukiwarka wydarzeń