Artikel
Erscheinungsdatum: 20 Februar 2018

Klątwa Tutenchamona


Klątwa Tutanchamona

Kilka miesięcy po odkryciu w Dolinie Królów w Egipcie grobu Tutanchamona, zmarł w Kairze jeden z odkrywców – lord George Carnarvon. Zgodnie ze stworzoną w latach 20. XX w. przez prasę legendą, archeolodzy w trakcie swej pracy zignorowali wyrytą na drzwiach grobowca klątwę, grożącą śmiercią osobom zakłócającym wieczny sen króla. Niedługo potem kobra pożarła kanarka drugiego kierownika ekspedycji, Howarda Cartera, zaś w dniu śmierci Carnarvona jego pies miał głośno zawyć i zdechnąć, a w całym Kairze wysiadła elektryczność. Nagły zgon Carnarvona zapoczątkował ponoć serię tajemniczych śmierci osób związanych z odkryciem grobowca. Wśród nazwisk wymieniano m.in. obecnego przy otwarciu komory grobowej A.C. Mace’a, przyrodniego brata hrabiego Carnarvona Aubreya Herberta, prześwietlającego mumię promieniami Roentgena Douglasa Reida, egiptologa Artura Weigalla, a także lorda Westbury i jego syna. W 1930 r. spośród nich żył już tylko Carter. Wszystko to dementował publicznie sam Howard Carter, porównując rzekomą „klątwę faraonów” do historyjek o duchach.

Klątwa pojawia się w Polsce

Pół wieku później, w 1972 r. w trakcie prac remontowych w kaplicy św. Krzyża na Wawelu, natrafiono na nigdy nieprzebadane krypty grobowe. W ten sposób odnaleziono grób królowej Elżbiety Rakuszanki, nazywanej matką królów (urodziła 13 dzieci, z czego 4 synowie zostali królami: Władysław – Czech i Węgier, Jan Olbracht, Aleksander i Zygmunt Stary – Polski; Kazimierz został świętym, a córki wydano za cudzoziemskich władców). Wkrótce potem po raz pierwszy zajrzano do grobowca Kazimierza Jagiellończyka: wykuto otwór 60 na 60 cm i kilku naukowców przecisnęło się do środka. Drewniana trumna zrobiona z wydrążonego pnia sosny zbutwiała, przełamała się w połowie, spadła na posadzkę, a szkielet się przemieścił. W przeciwieństwie do znaleziska grobu Tutanchamona, polscy naukowcy nie znaleźli w grobowcu Jagiellończyka klejnotów i złotych przedmiotów, a jedynie koronę z pomalowanej na żółto skóry, skórzane berło (oba te przedmioty niemal doszczętnie rozpadły się z upływem czasu) i skórzane jabłko, przypominające po 481 latach łupiny pomarańczy. 18 października 1973 r. odbył się w asyście prymasa Stefana Wyszyńskiego i kardynała metropolity Karola Wojtyły ponowny pochówek Kazimierza Jagiellończyka i jego żony Elżbiety.
Niespełna rok później umarł architekt Feliks Dańczak (49 lat), który jako jeden z pierwszych wszedł do grobu Jagiellończyka. Kolejnymi byli badacze: Stefan Walczy (53 lata) i Kazimierz Hurlak (54 lata). Zaczęto wówczas zadawać sobie pytanie, czy to przypadkiem nie ta sama klątwa, która zabijała archeologów po otwarciu grobu faraona Tutanchamona? W ciągu dziesięciu lat od otwarcia grobu zmarło 15 osób biorących udział w tym przedsięwzięciu (jak wyliczył Zbigniew Święch w książce „Klątwy, mikroby i uczeni”). Badający mikroflorę bakteryjną szczątków zespół prof. Smyka wykrył grzyba kropidlaka żółtego (Aspergillus flavus), wytwarzającego substancje chorobotwórcze prowadzące do stanów zapalnych skóry, uszu, zatok, a nawet płuc. Zaatakowanie przez niego płuc powoduje śmierć w ciągu kilku dni. Założono więc, że tajemnicze zgony to efekt działania kropidlaka.

Tajemnica tworkowskich podziemi

Po dwudziestu latach sprawa odżyła na Śląsku. W 1993 r. w podraciborskim Tworkowie prowadzono remont barokowego kościoła śś. Piotra i Pawła z lat 1691-1697. W trakcie prac izolacyjnych odkryto nieznane pomieszczenie, jak się okazało – kryptę rodziny Reiswitzów, kolatorów kościoła. Znaleziono 11 miedzianych trumien – dwie duże, reszta mniejszych. Znalezisko wyglądało dosyć makabrycznie. W maleńkich trumnach spoczywały szczątki przypominające... kukły. Później okazało się, że zwłoki uległy mineralizacji, stąd ich wygląd. Trumnami zajęli się specjaliści – archeolodzy, konserwatorzy, m.in. prof. Bolesław Smyk, który odkrył w szczątkach Kazimierza Jagiellończyka zabójczego grzyba. Zachowano nadzwyczajne środki ostrożności, by nie powtórzył się casus klątwy Jagiellończyka lub Tutanchamona. Jednak wkrótce Polskę obiegła wiadomość, że naukowcy, którzy pracowali w Tworkowie, zaczynają chorować. Zaraz skojarzono to ze słynną klątwą...
Okazało się jednak, że to tylko epidemia grypy.
Szczątki Reiswitzow pozostawiono w krypcie w jednej trumnie, zaś pozostałe trumny po starannej konserwacji oglądać można w kaplicy Reiswitzów tworkowskiego kościoła, pod którą znajduje się wspomniana krypta, a nad nią – ich loża kolatorska. Wyeksponowano także ubiory trumienne. To unikalny w skali całej Polski zespół sarkofagów dziecięcych i strojów, w jakich chowano dzieci.

Klątwa tworkowska?

Klątwa odżyła w 2005 r.
30 października wracający w nocy z dyskoteki w Krzyżanowicach 19-latek z Tworkowa został śmiertelnie potrącony przez 26-latka z Opolszczyzny. Sprawca był pijany. Uciekł do Czech. Złapała go straż graniczna. Ale ludzie od razu przywołali w pamięci tragiczne wydarzenie sprzed 2 lat, kiedy fiat uno rozbił się na skraju wsi (2 ofiary), albo utonięcie dwóch mężczyzn na tutejszym basenie. Po wsi szeptano, że to klątwa za naruszenie spokoju dawnych właścicieli Tworkowa, ale miejscowy kościelny twierdzi, że raczej alkohol i brawura.
Nam klątwa nie grozi. Odwiedźmy malowniczy Tworków z pięknym kościołem śś. Piotra i Pawła.  Jak na wiejską świątynię, został wyposażony z niezwykłym smakiem, a barokowy ołtarz główny, ołtarze boczne, ambona i wspomniana już loża kolatorska Reiswitzów tworzą spójną artystycznie całość.

Będąc w Tworkowie, trzeba też zajrzeć do ruin tamtejszego zamku, , ale opowieść o jego tajemnicach to już temat na inną okazję…

 


Virtuelle Ausflüge
Event-Suche