Artykuły
Data dodania: 24 marca 2015
Magdalena Pawlica

Tradycje wielkanocne w Śląskim


 

Tam, gdzie rezurekcja przypadała na wielkosobotni wieczór, dzień kończono uroczystą, wspólną kolacją, poprzedzoną głośną modlitwą. Spożywano wtedy tylko pokarmy poświęcone w kościele. Współcześnie uroczystości rezurekcyjne z reguły odbywają się wczesnym rankiem w pierwszy dzień Wielkanocy, zwaną Niedzielą Zmartwychwstania Pańskiego.

 

Rezurekcja, Koziegłówki, fot. R. Garstka

 

Święta Wielkanocne cechuje ciągle żywa wśród ludności obrzędowość. Niedziela wielkanocna, miała na ogół przebieg uroczysty i dostojny, podobnie jak pierwsze święto Bożego Narodzenia, które spędzano wyłącznie w rodzinnym gronie. Tak i w Wielkanoc w dalszym ciągu przestrzega się tej zasady.

Pierwszym, ciągle powszechnym obrzędem jest odbywająca się wczesnym rankiem rezurekcja. Z XIX-wiecznych zapisów wiemy, że w niektórych rejonach Śląska m.in. na Śląsku Cieszyńskim, ludzie jeszcze przed uroczystościami kościelnymi wychodzili przed zagrody lub udawali się na szczyty pobliskich wzgórz, aby obserwować słońce. Wierzono, że w Wielką Niedzielę, w momencie wschodu słońca można zobaczyć Zbawiciela, który w postaci baranka wielkanocnego pojawia się na „drewnianej tarczy słonecznej”. Lud cieszyński żywił przekonanie, że w tym szczególnym dniu słońce skacze z radości, a umarli przewracają się w grobach, stąd niektórzy ludzie udawali się na cmentarze, aby posłuchać szelestu, wydobywającego się spod ziemi. Były to prawdopodobnie elementy prastarego kultu solarnego.

 

 Pisanki, fot. R. Garstka

 

Popularny w innych rejonach Polski zwyczaj dzielenia się jajkiem i składania sobie życzeń tuż przed wielkanocnym śniadaniem nie był na Śląsku powszechnie znany. Praktykowano go jednak w licznych wsiach Opolszczyzny oraz w Cieszyńskiem. Były miejsca, gdzie dzielenie odbywało się wg kolejności: pierwszy gospodarz dzielił się z żoną, następnie z dziećmi według starszeństwa, w końcu ze służbą. „Łąmiąc się” wielkanocnym jajkiem, życzono sobie zdrowia, szczęścia i pomyślności.

Do śniadania zasiadano ochoczo, bowiem wszystkim doskwierał długi post; ponadto kusił suto zastawiony stół świąteczny. Starano się spożywać wyłącznie poświęcone potrawy. Obecnie zwyczaju tego się już nie respektuje. Najdawniejsze źródła opisujące folklor wymieniają chleb, sól, jajka, wędzonkę, chrzan i wino, a także pieczone ciasta świąteczne (strucle, babki) jako obrzędowe jadło wielkanocne Górnoślązaków. Podawano też w opisach pieczone mięso (przyrządzone nieraz w postaci baranka wielkanocnego), masło i szynkę. Na Śląsku Cieszyńskim podczas śniadania wielkanocnego spożywano prócz jajek tzw. szołdry lub murzyny, czyli wędzone mięso (kiełbasę, wędlinę) zapiekane w białym cieście. Każdy otrzymywał swoją szołdrę – największą gospodarz (ojciec), najpiękniejsze zaś dziewczęta. Niedziela Wielkanocna była dniem odpoczynku od wszystkich (nawet dla służby). Czas spędzano w kościeli i w rodzinnym gronie. Tylko gospodarz z małym synem lub wnukiem wychodził na pole z krzyżykami palmowymi i wbijał je w jego krańce, by zapewnić bogate plony.

Obiad w obydwa święta przypominał tradycyjny obiad niedzielny. Ulubionymi daniami wielu górnośląskich rodzin są nadal tzw. polskie kluski z sosem oraz rosół z makaronem (nudlami). W Cieszyńskiem świąteczny obiad był bardzo wystawny. Podawano do stołu pieczone jagnię lub koźlę. Nie wszędzie jednak spożywano w Wielkanoc obiad i nie ma się co dziwić, gdyż po obfitym śniadaniu nie ma się najzwyczajniej w świecie ochoty na kolejny suty posiłek. W skład tradycyjnej górnośląskiej kolacji świątecznej wchodziły najczęściej kołoce (kołce) i kawa z mlekiem. Innym zwyczajem związanym z obrzędowym spożywaniem jajka, praktykowanym jeszcze na początku XX w. w niektórych wsiach polskiego Zaolzia, było smażenie (w drugie święto) jajecznicy pod lasem lub na łące. Uczta kończyła się śpiewaniem i tańcami przy ognisku. Jajecznica była też tradycyjną potrawą śniadania wielkanocnego w Beskidzie Śląskim, także i na Górnym Śląsku, w pierwszy dzień świąt spożywano jajecznicę zrobioną z kraszanek.

Podobnie jak w innych regionach Polski, i na Śląsku przy spożywaniu świeconego przestrzegano zasady, żeby potraw tych nie wyrzucać. Jajko poświęcone musiało być spożyte do ostatniej kruszyny. Nie zjedzone okruszki należało spalić; skorupki jaj zakopywano w ogródku, żeby wszystko dobrze rosło. Nieraz też dawano je kurom, aby „dobrze niosły”. Dodawano też do paszy zwierzętom kawałki ciasta wielkanocnego lub resztek ze śniadania.
Ze świętami wielkanocnymi na Śląsku wiąże się szereg zabaw i zwyczajów, w których uczestniczą zarówno dzieci jak i dorośli. Współcześnie ocalała tylko część z nich, choć trudno mówić o specyficznie śląskich zwyczajach.

Zabawą dziecięcą, która niemal od wieków utrzymała się w całej Polsce jest szukanie zajączka (lub malowanych jajek). Przypuszcza się, że jest to zwyczaj zaczerpnięty z kultury niemieckiej, który na Śląsku pojawił się po pierwszej wojnie światowej. Polega on na ukryciu przez rodziców w ogródku, na łące lub w przyległym lesie „gniazda zajączka z jajkami”, z kraszankami, lub z łakociami. Na jego poszukiwanie udają się dzieci po wielkanocnym śniadaniu. Współcześnie zajączek jest powszechnie znany z chowania w domu prezentu dla dzieci, który trzeba odnaleźć. Rodziny, które mają domy, ciągle chętnie starym zwyczajem ukrywają prezenty w ogrodzie.

W całkowite zapomnienie poszła natomiast zabawa chłopięca, zwana na Śląsku „kulaniem jajec z górki”. Polegała ona na staczaniu z góry (po ziemi czy desce) jajka-kroszonki w kierunku wgłębienia (ducki) wyżłobionego w ziemi. Wygrywał ten, którego jajko trafiło do ducki. Nagrodą były wszystkie jajka, które potoczyły się w innym kierunku. Zabawa ta miała miejsce w pierwszy lub drugi dzień Wielkanocy. Jej istnienie w Polsce poświadczają staropolskie przekazy, nazywając ją pierwotnie walatką. Niemieccy etnografowie wskazywali na słowiański charakter tej zabawy. Znana była także na Dolnym Śląsku i Łużycach. Po II wojnie światowej, na Śląsku zaczęła się pojawiać zabawa polegająca na stukaniu jajek (kraszanek). Zwyciężał ten, którego jajko pozostało całe. Młodzież poznała ten zwyczaj dzięki przybyłym na tereny Śląska osadnikom i repatriantom.

 

Wielkanocna procesja konna, Bieńkowice, fot. Zamek Piastowski w Raciborzu

 

Zwyczajem, który przetrwał do dnia dzisiejszego, praktykowanym już w niewielu wsiach Górnego Śląska, jest objeżdżanie pól na koniach przez gospodarzy w pierwsze lub drugie święto Wielkanocy. Początków zwyczaju procesji konnych niektórzy dopatrują się w średniowieczu, jednak na Śląsku poświadczone tradycją spotykane są dopiero od XIX w. Zwyczaj ten jest ciągle żywy jest w okolicach Rybnika i Raciborza oraz w powiecie gliwickim (Ostropie i Wójtowej Wsi). W drugi dzień świąt gospodarze udawali się z procesją, ze śpiewami na przystrojonych koniach, na objazd swoich włości. Na granicy obydwu wsi wymieniali między sobą chorągwie kościelne i krzyże. Uczestnicy procesji przyjmowani byli następnie w kościele przez proboszcza udzielał im błogosławieństwa. Celem procesji było poznawanie granic wsi i poszczególnych pól. W Ostropie w dalszym ciągu można spotkać procesję konną. Także i w Raciborskiem tj. Bieńkowicach i Pietrowicach Wielkich do dnia dzisiejszego można spotkać wielkanocną procesję konną. Zwyczaj procesji w Pietrowicach Wielkich opisał w pierwszych lat XX w. J. Gregor: „w wielkanocny poniedziałek gromadzili się jeźdźcy przed kościołem ok godz. 13.00. Za krzyżem na czele procesji i za chorągwiami jechali najpierw synowie i pachołkowie chłopscy, a dopiero za nimi żonaci mężczyźni. Pochód kierował się do kościoła św. Krzyża, położonego w polu, opodal drogi prowadzącej do Kietrza. Po odprawieniu modlitw (różańca i litanii) ok. godziny 16.00 procesja wracała skrajem pól pietrowickich do kościoła parafialnego, na nabożeństwo. Dawniej pochody takie kończyły się wyścigami konnymi. Władze zakazały jednak, gdyż często dochodziło do kłótni i zgorszenia. W Bieńkowicach wyścigi wszakże trwały nadal, ale w zreformowanej postaci.”

 Wielkanocna procesja konna, Pietrowice Wielkie, fot. Zamek Piastowski w Raciborzu

 

Oprócz charakteru agrarnego, zwyczaj procesji konnej przed wojną nabierał także cech uroczystości patriotycznej (polskiej). Przykładem takim jest Wójtowa Wieś koło Gliwic, do której w poniedziałek wielkanocny zjeżdżali na koniach rolnicy z Gliwic, Ostropy i Trynku, aby wziąć udział w procesji zwanej „chodzenie z Panem Bogiem”. W czasie pochodu śpiewano polskie pieśni. L. Dubiel pisze, że „Aby zlikwidować tę polską procesję, władze niemieckie w 1937 r. zorganizowały identyczną niemiecką imprezę, ściągając na nią niemieckich osadników z sąsiedniego Bojkowa. Z pomocą wojska, które dostarczyło koni i w asyście bojówek SA, pochód ten przeszedł tradycyjnym szlakiem polskiej procesji.” Współczesne badania terenowe potwierdziły żywotność procesji konnych w Raciborzu-Sudule, Zawadzie Książęcej, Bieńkowicach, Studziennej, Sternalicach, Pietrowicach Wielkich i Ostropie.

 

 Wielkanocna procesja konna, Pietrowice Wielkie, fot. Zamek Piastowski w Raciborzu

Wielkanocna procesja konna, Bieńkowice, fot. Zamek Piastowski w Raciborzu

 

W Ostropie, w Poniedziałek Wielkanocny spod kościoła pw. Ducha Świętego, wyrusza konna procesja, której trasa wiedzie od wschodniej do zachodniej granicy miejscowości. Jeźdźców zdobią wieńce wykonane z bukszpanów i kwiatów. Przemierzając okoliczne pola i ulice, odmawiają modlitwy o dobre zbiory. Procesja kończy się nabożeństwem, zaś po nim jeźdźcy tradycyjnie rzucają na krzyż misyjny wieńce. Wedle tradycji, kawaler, którego wieniec zawiśnie na krzyżu, jeszcze w tym samym roku spotka wybrankę swego serca. Podobnie i w Pietrowicach Wielkich gdzie wielkanocna procesja konna, zwana tu Osterreiten, przemierza miejscowe pola, modląc się o urodzaj i wszelką pomyślność. Procesja rozpoczyna się w południe przed kościołem parafialnym i kieruje się do kościółka pw. Świętego Krzyża, skąd po zakończonym nabożeństwie rusza na objazd pół.


Wirtualne spacery
Wyszukiwarka wydarzeń