Статьи

Дата добавления: 27 января 2015
Magdalena Pawlica
Ostatki w Śląskim

Ostatki kojarzą nam się głównie z tłustym czwartkiem i pałaszowaniem pączków, a niewielu z nas ma pojęcie, że są jeszcze takie miejsca, w których tradycyjnie obchodzi się karnawałowe zapusty! Czy wiedzieliście, że w Krzanowicach niedaleko Raciborza zamiast Walentynek świętują Pogrzebanie Basa? W końcu co kraj to obyczaj, a tradycja rzecz święta! Ale od początku…

Mięsopuśnicy z Sopotni Małej, 60.XX w. zbiory prywatne

Karnawał, zwany dawniej na śląskiej wsi mięsopustem, ciągnął się od 6 stycznia do środy popielcowej. Okres ten zaczynał się zabawą noworoczną, a kończył tzw. ostatkami, czyli trzema ostatnimi dniami lub jedynie wtorkiem przed Popielcem, rozpoczynającym wielki post. Okres karnawału był dla górnośląskich chłopów czasem, w którym odrywali się od trapiących ich trosk, zmartwień i biedy, urozmaicając sobie w ten sposób szary i monotonny okres zimy. Na przekór trudnym warunkom bytowym, okres karnawału był czasem radości, zabaw, częstszych odwiedzin, a nawet kojarzenia małżeństw i urządzania hucznych weselisk!

Najczęstszą i najpopularniejszą formą rozrywki w karnawale była zabawa taneczna. Odbywała się ona w sobotnie wieczory, najczęściej w karczmie, gdzie można było się posilić, ale też i uraczyć mocniejszych trunków. Jeżeli na wsi nie było karczmy, wynajmowano izbę u jednego z gospodarzy; nie gardzono też stodołą. A ludność zamieszkująca podmiejskie wsie, udawała się często na zabawę do najbliższego miasta.
Karnawałowe zabawy były świętem dla całej wsi, oczekiwano ich niecierpliwie. Nie dziwi więc fakt, że zabawy te pozostały w żywej pamięci ludności i są do dziś są wspominane. Dawniej imprezy różniły się od współczesnych, głównie tym, że angażowały wszystkich mieszkańców, przygotowujących wspólnie zabawy.

W okresie mięsopustu najważniejszym dniem, zwieńczającym całość karnawału był ostatni czwartek przed wielkim postem, nazywany tłustym czwartkiem. Wówczas zarówno na wsiach, jak i w miastach, przygotowywano obfitsze posiłki i na tę okazję smażono lub kupowano zgodnie z ogólnopolską tradycją kreple (pączki). W Brennej na Śląsku Cieszyńskim do wybuchu II wojny światowej tradycyjną potrawą karnawałową była gotowana głowa wieprzowa – ulubiony specjał gazdów, popijany wódką i spożywany w męskim gronie. Dawniej też, w niektórych wsiach można było napotkać grupy przebierańców odwiedzających domy i rozweselające napotkanych ludzi. Jednak ze wszystkich tych zwyczajów tłustoczwartkowych, współcześnie praktykuje się już praktycznie tylko spożywanie pączków.

Ostatkami zwano na Śląsku ostatnie dni karnawału, jednak współcześnie nazywany tak bywa jedynie wtorek przed Środą Popielcową, w który to zabawy osiągały swój szczyt. Niegdyś organizowano je w każdej wsi i każdym mieście; przygotowywano obfite wieczerze w rodzinnym gronie lub ze znajomymi.
Zwyczajem ostatkowym, powszechnym niemal w całej Polsce był zwyczaj przebierania się i organizowania pochodów maszkar. Postacie korowodu, ukształtowane były wg wierzeń ludowych i tradycji, a także i wyobrażeń biblijnych. Maszkary, pojawiały się głównie w okresie Świąt Bożego Narodzenia do Trzech Króli. Byli to tzw. kolędnicy, o których pisaliśmy w poprzednim artykule. Grupy przebierańców pojawiały się ponownie w ostatni dzień karnawału, kiedy to świętowanie i zabawy przyjmowały najokazalszą formę i nabierały szczególnego znaczenia.

W najdawniejszych źródłach dotyczących obrzędów na Górnym Śląsku, jest mowa o dwóch czołowych postaciach – niedźwiedziu i koniu. J. Lompa opisuje ten zwyczaj następująco: „W ostatki obwodzą na Górnym Śląsku mężczyznę owiniętego w grochówkę (grochowiny), który symbolizuje niedźwiedzia. Prowadzący trzyma go na powrozie i w ten sposób obaj, często w asyście grajków i na oczach mieszkańców czynią obchód po całej wsi. W wielu miejscowościach zamiast niedźwiedzia chodzi wypchany koń. Przymocowuje się go do mężczyzny, że sprawia to wrażenie, iż człowiek ów jeździ na nim. Opadające w dół prześcieradła zakrywają mu nogi. Jeźdźcy temu towarzyszą m.in. mężczyźni przebrani za dziewczęta.”
Wodzenie niedźwiedzia – bo tak nazywa się ów zwyczaj, znalazł także i inny równie ciekawy opis u M. Przywary: „Zawsze znajdzie się we wsi jakiś obdartus, który za jaki kieliszek się dal oblec za niedźwiedzia, uwiązać powrósłami słomianymi i prowadzić na grubym łańcuchu, robiąc podrygi i mrucząc. Tego z muzyką oprowadza się po wsi. Każdy gospodarz, aby się niedźwiedzia pozbyć, zawczasu im dawa czy to jaj czy kawał sperki albo kiełbasy, inaczej sobie sami wezmą. Wszystko znoszą, aż się nazbiera niemało. To się gotuje na obiad w karczmie, ile potrzeba, reszta zostaje sprzedana, a pieniądze otrzyma, bo gdzie jedzą, tam też chcą pić.”

Współcześnie dość trudno jest ustalić zasięg występowania tego zwyczaju na terenie Śląska. W dawnych czasach, niedźwiedź był tu ważną postacią kultową, o czym mogą świadczyć wykopaliska archeologiczne. Tradycja wodzenia niedźwiedzia była już znana w okresie średniowiecza. Z pewnością zwyczaj ten najbardziej popularny był na Opolszczyźnie, a także we wsiach podgliwickich, lublinieckich i rybnickich. W Wielowsi w powiecie gliwickim jest ciągle żywy, podobnie jak w wielu miejscowościach Jury Krakowsko-Częstochowskiej, gdzie wodzenie niedźwiedzia zwane jest Misiami. W różnych miejscowościach tj., Moczydło, Mirów, Rzędkowice, Sygnotka, Niegowa, Łutowiec, Postaszowice w ostatki napotkamy wesoły korowód przebierańców.
Na Jurze, w okolicach Rzędkowic, we wtorek przed Popielcem, natrafić można na wesołą grupkę Misiów (Cyganki, Miś, Żyd, Dziad, Baba), która w raz z kapelą odwiedza okoliczne domy. Podobne grupy uraczymy we wsiach gminy Niegowa: Łutowcu, Postaszowicach i Moczydle, gdzie ostatkowy obchód z niedźwiedziami nazwany jest Misiami, a w Miedarach, Wojsce i Połomii (powiat tarnogórski) – Łażyniem z Berym. Tu po skończonym obchodzie, na wieczornej zabawie tanecznej, odbywa się sąd nad niedźwiedziem, obwinianym o wszelkie zło. Jednak w grupach z gminy Niegowa zwyczaj sądu nie jest znany. Grupom z powiatu tarnogórskiego towarzyszy kilkuosobowa kapela, a tym z Niegowej tylko jeden muzyk z akordeonem. Ciekawostką jest muzyczny instrument smyczkowy o nazwie teufelsgeige, którego używa się podczas Łażenia z Berym w Wojsce. Trzeba wiedzieć, że instrument ten znany jest na Kaszubach!

 

Misie, Postaszowice 2014, fot. R. Garstka


Kalendarz wydarzeń

Поиск событий