Artykuły

Data dodania: 8 września 2017
Agnieszka Łach
"Zielone oczy" Śląska w magazynie SlowLife Food & Garden

Gdzie w śląskim można znaleźć zieleń, dużo zieleni? W ostatnim wydaniu magazynu SlowLife Food & Garden nr 5(33) wrzesień/październik 2017, ukazał się artykuł zaprzeczający wszelkim stereotypom na temat Śląska i jego ponurego krajobrazu. Zapraszamy do zapoznania się z jego treścią. Życzymy miłej lektury.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
„Zielone oczy” Śląska


    Autorzy przedwojennych przewodników podkreślali atrakcyjność Górnego Śląska, dzieląc go na Śląsk Zielony i Śląsk Czarny, bowiem niewiele jest w Polsce terenów
o podobnym jak w województwie śląskim zróżnicowaniu geograficzno-przyrodniczym. Z jednej strony – oazy zieleni, z drugiej – obszary silnie zurbanizowane i zmienione przez człowieka. Ale nawet wśród tych ostatnich, w centrum konurbacji Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego, czy w jego sąsiedztwie znaleźć można niezwykłe bogactwo przyrody i zielonych terenów rekreacyjnych. Myliłby się bowiem ten, kto atrakcyjność centrum województwa śląskiego sprowadza jedynie do dziedzictwa industrialnego, zabytkowej architektury czy wydarzeń kulturalnych. Choć to wspomniany wyżej Czarny Śląsk, ma on też swoje „zielone oczy”.

    Już w połowie XIX wieku, kiedy przemysł i postępująca urbanizacja stawały się coraz bardziej uciążliwe, pomyślano o symbiozie powstających kolonii robotniczych, osad przemysłowych i miast z przyrodą. Pozostawiano enklawy dawnych lasów (np. taka enklawa leśna dała początek katowickiemu Parkowi Kościuszki), stworzono też w centrach miast publiczne parki i zieleńce. Na Górnym Śląsku dodatkową inicjatywą stała się koncepcja miasta-ogrodu lansowana przez angielskiego socjologa Ebenezera Howarda. W Europie powstało kilka takich założeń, gdzie w symbiozie funkcjonował przemysł, zabudowa mieszkaniowa i urządzone tereny zielone. Na Górnym Śląsku pionierskim było osiedle robotnicze Giszowiec w Katowicach (doszły też inne kolonie: Knurów III czy Stara Rokitnica), nic więc dziwnego, że miasto Katowice w swoim programie promocyjnym używa hasła „Katowice Miasto Ogrodów”. Zieleń na Górnym Śląsku była przemyślana i zorganizowana.

    Do wspomnianych założeń doszła oraz stała się prawdziwym hitem koncepcja z lat 60. XX wieku Leśnego Pasa Ochronnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. W zamyśle autorów miały to być „zielone płuca” mieszkańców tego obszaru, wówczas – rzeczywiście –zanieczyszczonego. Ten stereotyp funkcjonuje zresztą po dziś dzień, chociaż uciążliwy przemysł już dawno zlikwidowano, hałdy rozplantowano na podsadzkę pod inwestycje drogowe, a wiele z nieużytków po prostu na nowo zagospodarowano. Leśny Pas Ochronny obejmował zagospodarowane tereny leśne w promieniu mniej więcej 30 km od granic konurbacji Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Ulokowano w nich ponad 100 ośrodków wypoczynku sobotnio-niedzielnego, ze stawami, basenami kąpielowymi, domkami kempingowymi itp. w bezpośrednim sąsiedztwie miast GOP, w zasięgu komunikacji publicznej. Część z nich była ogólnodostępna, część stanowiła domenę poszczególnych zakładów przemysłowych. Wyznaczono do nich szlaki turystyczne. Do dziś stanowią one dla mieszkańców okolicznych miast, podobnie jak zagospodarowane tereny leśne, cel wędrówek spacerowiczów, biegaczy, rowerzystów, a te bliższe – także rolkarzy czy deskorolkarzy. Liczne zbiorniki wodne ulokowane pośród tych lasów stanowią świetne miejsca dla wędkarzy. Centrum województwa śląskiego stereotypowo postrzegane jest jako szare, brudne i ekologicznie zdegradowane.

    A wystarczy tylko popatrzeć na nie z innej perspektywy, np. z drona. Widzimy wówczas olbrzymie połacie zieleni (Katowice 46 proc. powierzchni miasta, Jaworzno 38 proc., Tychy 31 proc., Chorzów 30 proc.), w której ulokowano dziesiątki kilometrów szlaków turystycznych, ścieżek rowerowych, tras do nordic walking. Najważniejsze jednak jest to, że mieszkańcy korzystają z nich na co dzień, mają je bowiem na wyciągnięcie ręki. Spacerują, odpoczywają, wożą dzieci w wózkach, prowadzą psy na spacery.

     Prawdziwą perłą wśród tych aglomeracyjnych oaz zieleni jest 600-hektarowy Park Śląski – największy park miejski w Polsce (dla porównania Łazienki w Warszawie to zaledwie 76 ha). Ze swoimi licznymi atrakcjami stanowi cel nie tylko mieszkańców pobliskiego, 25-tysięcznego katowickiego Osiedla Tysiąclecia (popularnego Tauzena), ale i mieszkańców okolicznych miast – a w przypadku takich atrakcji jak Planetarium, Ogród Zoologiczny, Wesołe Miasteczko Legendia również turystów z innych regionów. Ewenementem jest, że prosto z ulic okolicznych ponad 100-tysięcznych miast wchodzimy wprost w oazę zieleni, w której w dodatku stoją wiejskie chaty, wiatraki i zabudowania gospodarskie z XVIII i XIX wieku – a tak jest w przypadku znajdującego się w Parku Śląskim, Górnośląskiego Parku Etnograficznego – to przejście jak u Alicji w krainie czarów, wprost na drugą stronę lustra.


     Nie sposób także nie wspomnieć o obszarach zielonych z akwenami. Takim najpopularniejszym miejscem gromadzącym latem setki tysięcy wypoczywających jest tzw. Pojezierze Dąbrowskie – czyli cztery sztuczne zbior- niki wodne Pogoria, urządzone w dawnych wyrobiskach po kopalniach piasku podsadzkowego, wykorzystywane do rekreacji nad wodą, spacerów, wycieczek rowerowych urządzonymi wokół nich ścieżkami rowerowymi i obserwacji przyrody (Pogoria II jest użytkiem ekologicznym). Podobny charakter rekreacyjny pełni dawny zbiornik hutniczy Paprocany w Tychach, Dolina Trzech Stawów w Katowicach, wyrobiska popiaskowe w Rogoźniku koło Będzina, „Balaton” w Sosnowcu, czy Sosina w Jaworznie. Przykładów można by mnożyć. Wszystkie łączy możliwość skorzystania z kajaka, łódki, roweru wodnego, a w przypadku większych akwenów także żaglówek. Wszystkie funkcjonują w bezpośrednim sąsiedztwie lasów lub terenów przyrodniczo cennych, będących sukcesją na terenach poprzemysłowych. Tak jest np. na pograniczu Bytomia i Tarnowskich Gór, gdzie rejon Srebrnej Góry i rezerwatu Segiet, będący polem eksploatacyjnym średniowiecznego i nowożytnego górnictwa kruszcowego, po zaprzestaniu działalności górniczej wtórnie zarósł lasem i to o takim bogactwie, że utworzono w nim rezerwat i użytek ekologiczny, a w 2017 roku znalazł się wraz z innymi obiektami pogórniczymi na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. W przypadku tych miejsc przyroda zakreśliła swoiste koło. Niegdyś tereny, porośnięte były rozległymi lasami Puszczy Śląskiej (jej pozostałością są Lasy Pszczyńskie i Tarnogórsko-Lublinieckie), które wyeksploatowano na wypał węgla drzewnego dla najstarszych górnośląskich hut, na obudowy górnicze, budownictwo, pod pola uprawne itd. Po zakończeniu eksploatacji na dawne tereny pogórnicze ponownie wkroczył las. Koło się zamknęło.

     W dawnych osadnikach zakładów górniczo-hutniczych cynku, na pograniczu Bytomia i Chorzowa, zwanych Żabimi Dołami, pojawiło się kilkadziesiąt gatunków pta- ków – często niezwykle rzadkich, co spowodowało, że teren ten uznano użytkiem ekologicznym. Podobnie jak uroczysko Buczyna na pograniczu Chorzowa i Rudy Śląskiej. Nie zawsze takie akweny nadają się do kąpieli lub rekreacji, ale za to możemy tu podglądać bogactwo gatunków ptaków. Ostatecznie to nic dziwnego, że przyroda na tym terenie jest taka bujna. W końcu to tutaj rosła kiedyś najbujniejsza, dzika roślinność: widłakowe i skrzypowe lasy, dzięki którym dziś znajdują się tu pokłady węgla kamiennego. Choć to stereotypowo Śląsk słynący z „czarnego złota”, to zawsze miał i ma nadal swoje „zielone oczy”. 

 

tekst: Edward Wieczorek | zdjęcia: Śląska Organizacja Turystyczna Natalia Wójcik, UM Katowice,

UMWŚL Ra2nski, UM w Dąbrowie Górniczej Marcin Wróblewski, SMZT

 

SlowLife

 

 

 


Wirtualne spacery

Kalendarz wydarzeń

Wyszukiwarka wydarzeń